Tryumf Bzdury, czyli dlaczego "Coś" przebija "Wartość"
Gdyby zasięg był miarą mądrości, Internet byłby najmądrzejszym miejscem na świecie. Dziś stajemy w obliczu paradoksu: im większa bzdura, im bardziej szalone i nieprawdopodobne twierdzenie, tym szybszy i szerszy ma obieg w mediach społecznościowych. I nie mówię tu o niewinnych żartach, ale o treściach, które aktywnie obniżają poziom debaty publicznej i intelektualne IQ.
Algorytm kontra Prawda
Jako osoba, która od lat zajmuje się „mocowaniem się z literami” z bólem serca obserwuję tę zależność. Wygląda na to, że algorytmy platform społecznościowych – czy to TikToka, Instagrama, czy YouTube'a – mają pewną ulubioną potrawę: kontrowersję połączoną z szokiem i absolutnym brakiem merytorycznej wartości.
Dlaczego? To dość proste. Algorytm jest maszyną, która nie rozumie mądrości, prawdy ani niuansów. Rozumie za to zaangażowanie. Mądry, wyważony tekst skłania do myślenia, co wymaga wysiłku. Bzdura zaś generuje natychmiastową, emocjonalną reakcję: "Jakim cudem on to powiedział/pokazał?!" Wyświetlenia rosną, bo ludzie chcą się oburzyć, zaprzeczyć lub udostępnić, żeby pokazać, jak są mądrzy na tle tego "głupka". Lubimy się czasem dowartościować kosztem innych, prawda?
Kilka dni temu zrobiłem eksperyment. Nagrałem rolkę promującą naszą stację radiową. Kto nie zdążył zobaczyć wyjaśniam: Na parking wjeżdża auto klasy wyższej, opuszcza się szyba, zbliżenie i pada zaproszenie do słuchania stacji. Taka bzdura wywołała szereg rozmaitych emocji. Od entuzjastycznych komentarzy po próby dyskredytacji w stylu: „Ten to się musi bardzo kochać”, „Jezu jakie to jest krindżowe” (ten ostatni to głos z Wieliczki, więc się nie dziwię, że kompleks niższości i tak dalej… zostawmy to). Co warte odnotowania, ta publikacja zdobyła jedną z największych odsłon w mediach społecznościowych.
W ten sposób szybkość przebija głębokość. Filmy, w których ekspert przez dziesięć minut rzetelnie tłumaczy zjawisko ekonomiczne, ustępują miejsca piętnastosekundowym klipom, gdzie samozwańczy "guru" obiecuje fortunę za pomocą jednego triku. Bo to jest łatwe i nie wymaga wysiłku intelektualnego. Wielka bzdura ma też tendencję do uderzania w nasze najgłębiej zakorzenione uprzedzenia, lęki lub naiwne nadzieje. Nie interesuje nas, czy dana teoria spiskowa ma sens, ale to, że potwierdza nasz lęk, np. przed elitami. Algorytm podaje nam to, co chcemy usłyszeć, nawet jeśli to brednia.
Złoty Wiek "Wiedzy" Instant
To my, użytkownicy, jesteśmy paliwem napędzającym ten mechanizm. Chcemy mieć natychmiastową wiedzę, błyskawiczny sukces i proste odpowiedzi na skomplikowane pytania. A tam, gdzie jest popyt, pojawi się podaż – niestety często pod postacią digitalnych hochsztaplerów i fabrykantów absurdu.
Wystarczy spojrzeć na Reelsy czy Tiktoki: im więcej chaotycznych cięć, krzyczących napisów i skrajnie uproszczonych (i często błędnych) porad, tym więcej serduszek i udostępnień. Spokój, rzetelność i głęboka analiza są w Internecie traktowane jak wada produkcyjna. Czy to oznacza, że powinniśmy spakować merytorykę i wycofać się z Social Mediów? Absolutnie nie. Musimy sobie jednak uświadomić, że to, co jest popularne, nie jest tożsame z tym, co jest wartościowe.
Moja buntownicza dusza krzyczy, że trzeba stawić temu zjawisku „cyfrowy opór”. To zbyt piękne i mało realne do wykonania. Bo niby jak? Weźmiemy kawałek sznurka, zwiążemy nim Internet, oblepimy plasteliną i odbijemy w niej 50 groszy, tą stroną z „orzełkiem”? A może przylepimy się do niego (jak to niektórzy radykałowie mają w zwyczaju czynić) na klej cyjanoakrylowy?
Bądźmy poważni. Zmieńmy nasze nawyki. Gdy widzimy merytoryczny, choćby nudniejszy, post – zareagujmy. Lajkujmy i komentujmy mądre rzeczy. Dajmy algorytmowi sygnał, że wartość też generuje zaangażowanie. Wątpmy. Zanim udostępnimy coś, co wydaje nam się "szokującą prawdą", poświęćmy 30 sekund na sprawdzenie źródła.
Myślę, że najważniejsze wyświetlenia to nie te, które generują burzę, ale te, które generują zmianę w myśleniu. Jeśli nie nauczymy się cenić treści, które wymagają wysiłku i czasu – zarówno od autora, jak i odbiorcy – to wkrótce utoniemy w lawinie bezwartościowych wyświetleń. A wtedy autorytet każdego rzetelnego źródła informacji będzie znaczył tyle, co odgłos pękającego balonika podczas potężnej burzy.
Gdyby zasięg był miarą mądrości, Internet byłby najmądrzejszym miejscem na świecie. Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów – powiedział kiedyś Stanisław Lem.
I teraz uwaga… Ten słynny cytat, przypisywany Lemowi to podobno jeden z wielu fałszywych cytatów tego Autora krążący po sieci. Za to bardzo dobrze się "klika". Algorytm "żre". Można scrollować dalej...
Maciej Serweta